piątek, 11 stycznia 2013

Jamie

Sześć lat. Tyle miał gdy Teresa złapała przeceniony lot do UK, bo namówiła ją siostra. Tyle właśnie miał lat, gdy zatruła się hinduskim jedzeniem z niepewnej knajpy na rogu Marble Street i przywieziono ją na pogotowie do jego ojca, który zrobił jej płukanie żołądka.

Ojciec, nie wiedzieć czemu, momentalnie pokochał Teresę z całego serca i niczym w kiepskim romansidle, nie bacząc na przeciwności losu postanowił spędzić z nią resztę swojego życia. Teresa była prostą dziewczyną z polskiej wsi, nie miała wielkich perspektyw i nie była wypaczona przez zagraniczne wpływy kulturowe, dlatego miłość Alberta była dla niej jedyna i ostateczna, a jego syna zaakceptowała jak własne dziecko. Była kochana szczerze i mocno, osiągnęła tym samym szczyt swojej egzystencji. Zgadzała się na wszystko dla swojego rycerza w lśniącej zbroi, jednak jednego nie mogła mu darować. Jeśli chcieli być razem, musiał wrócić z nią do ojczyzny, do Polski.

Albert podjął decyzję o powrocie, którą przyspieszyła dodatkowo śmierć jego matki i konieczność przybycia na pogrzeb. Zrezygnował z dobrze płatnej pracy w szpitalu, porzucił znakomite grono wybitnych ludzi i kraj, w którym żyło się lepiej. Po dziewięciu latach na zielonej wyspie wrócił do krainy absurdu. Od razu został rzucony w wir polskiego systemu urzędniczego i ruinę zwaną służbą zdrowia. Już w pierwszych dniach pracy w nowym szpitalu poczuł się jak lekarz z rozwiniętego państwa, który przyjeżdża z misją do zacofanej wioski w biednej partii Europy.

Jamie, bo tak miał na imię wspomniany sześciolatek, również został pozbawiony wszystkiego co dotąd znał. Przeprowadził się do Polski, ale dla niego to nie była ojczyzna, tylko dziwny kraj pełen zgorzkniałych ludzi, dziurawych ulic i zapleśniałych mieszkań socjalnych obmalowanych graffiti. Jego stosunek do Teresy z obojętnego szybko przerodził się w nienawiść co manifestował dosyć często napadami płaczu i agresji. "Rodzice" stwierdzili, że to faza przejściowa.

Matki nigdy nie znał, zmarła po porodzie, ale wątpił, że Teresa będzie dla niego kiedykolwiek kimś tak bliskim. Nigdy nie był jednak dzieckiem zawistnym i nie potrafił się długo gniewać, dlatego szybko zaczął doceniać wysiłki nowej opiekunki. Zajmowała się nim jak fachowa "Matka Polka", w czym miała zresztą wprawę, gdyż wychowała trójkę własnego rodzeństwa. Gotowała mu wszystko czego sobie zażyczył, prowadzała na place zabaw i uczyła życia. Budowała z nim zamki z klocków Lego i zapoznała z wszystkimi krewnymi, pokazując mu tym samym ciepło jakie w ludzkie serce wprowadza posiadanie licznej rodziny.

Miał teraz babcie, dziadków, ciocie i kuzynostwo, a każdy kochał go jak własną krew. Nic zresztą dziwnego, przecież był dzieckiem wyjątkowo urodziwym i nad wyraz pojętnym. Jedyne relacje jakie do tej pory posiadał, utrzymywał z wiecznie zapracowanym ojcem, który -bądźmy szczerzy- zbytnio się na ojca nie nadawał. Jamie był dzieckiem przypadku, poczęty na tylnym siedzeniu Toyoty, po obficie zakrapianej imprezie walentynkowej. Jego narodziny zabrały życie ukochanej Alberta, który mimo wszystko nigdy nie pozbył się żalu do dziecka, choć dobrze go skrywał i odpychał złe myśli jak tylko mógł. Odbiło się to na jego stosunku do chłopca, nie czuł potrzeby nawiązania więzi ani okazywania mu uczuć. Jamie stał się dla niego narzuconym obowiązkiem. Zapewniał mu dostatnie życie, ale przez większość czasu zostawiał go pod opieką przedszkolanek, nianiek i tym podobnych obcych ludzi. O żadnej zabawie czy czułościach nie było mowy.

Jamie od początku żył więc w atmosferze izolacji społecznej i zmienności, a w jego świecie nie było nic stałego. Zawsze był sam i polegał tylko na sobie, to było dla niego naturalne. Z natury był skromny i skryty, nie rozrabiał i ogólnie był nastawiony zachowawczo. Kierował się rozumem i rozsądkiem, wiedział przecież, że nikt mu nie pomoże i musi sam o siebie dbać.

Teresa pokazała mu nowy świat, w którym nie był już zdany na siebie. Wszystko zaczęło się zmieniać na lepsze. Albert widział, że jego luba zaczyna coraz lepiej rozumieć się z synem i zapałał do niej jeszcze większą miłością. Był ciągany na różne wizyty u licznych krewnych i widział jaki szczęśliwy jest syn, a jego serce powoli zaczęło się otwierać. Po latach depresji i tęsknoty poczuł nie tylko miłość, ale też prawdziwe szczęście i spokój ducha. W końcu ożenił się ponownie, a Jamie niósł obrączki na ślubie. Następnie było huczne wesele, na którym wszyscy ściskali i całowali chłopca, a pana młodego solidnie upito. Albert zabrał nową żonę na poślubny rejs na Hawaje, a Jamie został ze swoją ulubioną babcią Stefanią, zagorzałą fanką westernów i opowieści o piratach, która robiła najlepsze racuchy na świecie.

Z biegiem czasu sytuacja rodzinna Jamiego ustabilizowała się już ostatecznie. Chłopak zupełnie pokochał Teresę, a ojciec uporał się z polską biurokracją. Mężczyzna zdobył wspaniałą reputację ze względu na swoje wybitne umiejętności. Mówiono o nim "ten doktor z zagranicy". Koledzy po fachu wielokrotnie zasięgali u niego porad i z wielkim podziwem wysłuchiwali opowiadań o innowacyjnych metodach leczenia, angielskiej służbie zdrowia i sławnych profesorach medycyny, z którymi miał kontakty. Żona otworzyła sklep zoologiczny i pomagała dodatkowo w schronisku dla zwierząt "Nero". Cieszyli się dobrą sytuacją materialną, spokojem i zdrowiem. Życie nigdy nie było lepsze.

A przynajmniej tak się Jamiemu do niedawna wydawało...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz